Co jakiś czas zdarza się  coś złego i na tyle ważnego, że dzieci także się o tym dowiadują. Na przykładzie wydarzenia, które kilka lat temu wstrząsnęło całą Polską Monika Rościszewska-Woźniak, prezeska Fundacji Rozwoju Dzieci tłumaczy, jak rozmawiać o złych wydarzeniach.

___

Jesteśmy wstrząśnięci tragiczną śmiercią Prezydenta Pawła Adamowicza. Małe dzieci chcąc nie chcąc w tym uczestniczą. Słyszą nasze rozmowy, widzą obrazy w telewizji, internecie, gazetach. Co im mówić? A czego w żadnym razie nie mówić?

Zamiast mówić – słuchać. To zasadnicza różnica. Rozmowa z małym dzieckiem oparta jest na słuchaniu, na próbie odkrycia co dziecko wie, czego chce się dowiedzieć, co przeżywa, co rozumie, czego się boi.

Zatem poczekałabym, aż dziecko zapyta. Albo może opowie nam o tym, co słyszało w przedszkolu lub szkole. Posłuchajmy, dopytajmy. A swoje zdanie zachowajmy raczej dla siebie i na czas rozmów z dorosłymi. Informacje dla dzieci mają być prawdziwe, ale bez epatowania szczegółami i wyważone emocjonalnie. Powiedziałabym o moim smutku, ale już nie mówiłabym o moich hipotezach dotyczących przyczyn tej tragedii. Powiedziałabym być może, że nie rozumiem, jak mogło do tego dojść, ale że możemy wysyłać dobre myśli do wszystkich, którzy teraz cierpią.

Możemy zadawać pytania otwarte (jak myślisz…?, co chciałbyś wiedzieć?, co czujesz?). A dziecko zada tylko takie pytania, na jakie jest gotowe usłyszeć odpowiedź.

Nigdy nie wrzucajmy dzieciom swoich poglądów politycznych, ani swoich uprzedzeń, ani swoich lęków. Dzieci nie mogą dźwigać naszych niezałatwionych spraw. To my dorośli nie radzimy sobie z językiem debat publicznych, to my boimy się przemocy, to my mamy uczucie bezradności wobec zła.

Dzieci na szczęście nie są zdolne do nienawiści, nie mają uprzedzeń, nie czują zawiści. Dlaczego? Dlatego, że żyją tym, co się zdarza na co dzień, mają uczucia adekwatne do  wydarzeń, jakie ich spotykają. Jak się złoszczą, to na coś konkretnego, jak się biją, to dlatego, że nie potrafią rozwiązać inaczej konfliktu albo nie radzą sobie z napięciem.

My, dorośli mamy im pomagać rozwijać kompetencje społeczne i umiejętności m.in. komunikacji, rozwiązywania problemów, świadomości siebie. Nie wolno ich straszyć. Jak będziecie szaleć i się bić, to może się to skończyć tak jak w Gdańsku – nożem. – to autentyczna wypowiedź nauczycielki I klasy szkoły podstawowej zapamiętana przez jedno z dzieci. To dopiero trauma – i niestety głupota – dorosłego. Szok i przerażenie oddane bezrefleksyjnie dzieciom. 

Tak nie można. Mamy myśleć. Szczególnie teraz, szczególnie wobec dzieci – tych bezbronnych, cennych istot, dla których jesteśmy przewodnikiem. Traktujmy je z szacunkiem i uwagą. Może jak się nauczymy tego w stosunku do dzieci, to uda się też z dorosłymi?

Monika Rościszewska-Woźniak

Zamiast mówić – słuchać. To zasadnicza różnica.