//Programy // Zrealizowane // Ośrodki Przedszkolne szansa na dobry start // Historie sukcesu
Marta Ulma (nauczycielka z Ośrodka Przedszkolnego w Cieszacinie Wielkim w gminie Pawłosiów w województwie podkarpackim)
Pierwszego wrześniowego dnia w Ośrodku Dawid jako jedyny nie uczestniczył w spotkaniu organizacyjnym. Drugiego dnia, wtulony w ramiona taty, przekroczył próg klasy, ale podczas czterech godzin zajęć ani razu nie podniósł wzroku w kierunku moim i dzieci. Siedział z tatą na krzesełku pod oknem. Tak było przez kolejne dwa tygodnie. Podsuwałam mu kredki, pastele, kolorowe kartki, próbowałam rozmawiać – bezskutecznie. Dawid kurczowo trzymał się taty. Codzienna rozmowa i próba znalezienia rozwiązania zaowocowała po miesiącu maleńką zmianą. Dawid coraz częściej spoglądał z zaciekawieniem na bawiące się dzieci, obserwował je z daleka, ale ani na moment nie opuszczał taty. Wtedy zrobiłam przemeblowanie, ustawiłam krzesełka tak, że tata i Dawid musieli siedzieć w bardzo „niewygodnym” miejscu: w centrum sali, w dobrym punkcie obserwacyjnym, ale tam, gdzie trzeba było często się podnosić, aby umożliwić przejście innym dzieciom . Ku zdziwieniu taty Dawid bardzo chętnie wstawał. Podchodzili do niego koledzy, układali puzzle, przynosili gry. Dawid był uśmiechnięty i zadowolony, ale tata wciąż siedział obok. To był dla mnie sygnał, by podjąć kolejne próby przełamania lęku. Po dwóch miesiącach, w porozumieniu z tatą, zdecydowałam, że powoli zaczynamy opuszczać to miejsce. W czasie zajęć zorganizowanych tata i Dawid przesuwali się o jeden krok do przodu. Minęły kolejne dwa tygodnie, a tata i Dawid byli już w kółeczku, razem uczestniczyli w zajęciach, razem z dziećmi świetnie się bawili. Byłam dumna z Dawida, nie wspomnę o tacie, który z ulgą patrzył na postępy syna. Krótka rozmowa, kolejna decyzja, tata powoli zaczął wycofywać się z kółeczka. Pod koniec listopada Dawid siedział w kółeczku z dziećmi, a tata przy stoliku. Nasz bohater przełamywał lody, śmiało stawiał kroki w klasie, witając kolegów, uczestniczył w zajęciach, często zabierał głos. Grudzień został za nami i po kolejnym przemeblowaniu tata miał bezpieczne miejsce za szafką koło drzwi. Dawid siedział już z kolegami przy stoliku, zerkając od czasu do czasu w stronę taty. Minęły święta, a tata ciągle był obok, tyle, że już nie w klasie – stał na korytarzu i obserwował syna przez otwarte drzwi. Upłynął kolejny miesiąc, a ja codziennie po kilka centymetrów zamykałam za Dawidem drzwi do sali, konsekwentny zaś w działaniu tata powtarzał: „Będę tyle, ile potrzeba”. Aż 21 lutego Dawid przyszedł do klasy, podszedł do biurka i oświadczył: „Ja – proszę Pani – dzisiaj zostaję sam”. To było prawdziwe święto dla Dawida, dla taty, dla wszystkich dzieci i dla mnie. Od tej pory radosny, pełen energii i nowych pomysłów, jeden z ważniejszych w grupie zostaje sam bez taty w przedszkolu. Poczuł się pewnie i bezpiecznie, potrzebował czasu, a ja wraz tatą mu go dałam. Cała sztuka polega na tym, by podejść indywidualnie do problemu i podążać za potrzebami dziecka.





